Perspektywa Victorii
Od jakiś dwóch godzin chodziłyśmy po sklepach ja kupiłam :
-buty na koturnie, trampki, vansy , 5 bluz, 4 bluzek , 5 par spodni i pełno różnych rzeczy. Alicja kupiła praktycznie to samo, a Eleanor dużo , dużo , dużo rzeczy (nie chce mi się wymieniać). - Ej, chodźcie już do domu - zaproponowała El.
- Dobry pomysł, jestem wykończona tymi zakupami... Ale wejdźmy jeszcze do starbucks'a ok? - odpowiedziałam bardziej niż zapytałam
-Ok, mam ochotę na kawę - powiedziała Alice
-No to chodźmy - powiedziałam i wszystkie wyszłyśmy z centrum handlowego. Szłyśmy ulicą, a El wyjęła papierosa i zapaliła.
- TO TY PALISZ?! - zapytałyśmy chórkiem.
- No tak... Odkąd skończyłam piętnaście lat. Próbowałam rzucić, ale nie udało się. Bardzo żałuję , że palę - powiedziała wyrzucając papierosa do kosza i spuściła głowę na dół.
- Nie martw się... Pomożemy ci, a teraz pokaż swój uśmiech! - powiedziałam i poklepałam po plecach.
- Wystarzczy?- zapytała i uśmiechnęła się.
- Tak wystarczy - powiedziała Alice i poszłyśmy do Starbucks'a.
*W Starbucks*
Alice zamówiła dużą Latte ja gorącą czekolade, a El kawę z mlekiem. Siedziałyśmy i gadałyśmy sobie dopóki jakaś ,,Directionerka'' podeszła do Eleanor i zaczęła ją wyzywać.
- Słuchaj nowoczesna zakonnico odpiernicz się od mojego Louisa ! On jest tylko mój! I nie będzie chodzić z taką dzi*ką jak ty! - krzyknęła dziewczyna, a El się rozpłakała.
-Słuchaj smarkulo! El nie jest do wyzywania , nie jest dzi*ką ! Louis ją kocha i to jest jego wybór ! Ogarnij się i nie żyj marzeniami. Wake up, sweetie ,shut up your sweet face and FUCK OFF!- wykrzyczałam jej w twarz , a ona wyszła.
- Nie płacz El, nie jest tego warta... Lou cię kocha i tylko to się liczy. - przytuliłam ją.
- Dobrze że mam was - powiedziała i otarła łzy z twarzy.
- No to jedziemy do domu ! Ruszać tyłki i do samochodu !- powiedziała Alice i pojechałyśmy do domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz